X
Edu.StockWatch.pl - https://edu.stockwatch.pl
Sie 01 2018

Akcje

Dekalog giełdowego łowcy dywidend

Na GPW już od kilku ładnych lat można przebierać w ofertach spółek. Ale inwestor, który chce upolować najlepszą dywidendę musi wykazać się olbrzymią cierpliwością, dyscypliną i sprytem, bo nie każda ponadprzeciętna stawka czy stopa oznacza dobry interes w dłuższym terminie.

Poluj tylko na starannie wybrane spółki

Zacznijmy od tego, że nie wszystkie spółki mogą, chcą, a nawet powinny wypłacać dywidendę. W wielu wypadkach drenowanie firmowej kasy nie ma sensu i może przynieść wręcz szkodę. Pieniądze przeznaczone na dywidendę mogłyby efektywniej posłużyć do inwestycji czy też zmniejszenia zadłużenia. Dlatego spółki nastawione na dynamiczny wzrost biznesu oraz start-upy są najczęściej poza kręgiem zainteresowań łowców dywidend. Zgodnie z założeniami idei „growth”, spółka co do zasady potrafi efektywniej wykorzystać pieniądze, budując tym samym wartość dla akcjonariuszy. Dobrym przykładem jest tutaj Berkshire Hathaway. Spółka zarządzana przez Warrena Buffetta nigdy nie podzieliła się w swojej historii zyskiem z akcjonariuszami, a mimo to jej akcje są warte blisko 300 tys. dolarów za sztukę i cieszą się dużym wzięciem wśród inwestorów.

Na spółki dywidendowe z natury nie nadają się te podmioty, które wymagają dużych nakładów finansowych, a ich przychody są mocno uzależnione od efektów komercjalizacji pojedynczych projektów. Najlepszym przykładem z GPW są takie branże jak biotechnologia czy produkcja gier wideo.

Kandydatów do regularnych wypłat należy szukać wśród firm będących w dojrzałej fazie swojego biznesu. Na dywidendy decydują się także spółki, które chcą niejako „scementować” swój akcjonariat. Powodem dzielenia się zyskiem często są też interesy głównych akcjonariuszy np. w wypadku Skarbu Państwa jest to sposób na zasilenie państwowego budżetu. Na warszawskim rynku dywidendą chętnie dzielą się spółki informatyczne, banki (w zależności od decyzji KNF), spółki handlowe, chemiczne, a ostatnio także deweloperzy mieszkaniowi. Przed inwestycją w spółkę dywidendową zawsze warto sięgnąć do jej sprawozdań finansowych i sprawdzić jak w poprzednich latach radziła sobie z generowaniem gotówki.

Pilnuj terminów

Pilnuj terminów ustalania prawa do dywidendy z terminarzem w StockWatch.pl

Nawet długoterminowy inwestor od czasu do czasu musi zajrzeć i sprawdzić, co dzieje się z jego inwestycją i potencjalną dywidendą. Decyzja o wypłacie zapada na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy (WZA), które co do zasady powinno odbyć się najpóźniej do końca czerwca danego roku (wyjątkiem są spółki z przesuniętym rokiem obrotowym). Nieco wcześniej zarząd może przedstawić rekomendację dot. wysokości stawki i ewentualnie terminy ustalenia prawa i wypłaty. Przed WZA publikowany jest także projekt uchwały pt. „podjęcie uchwały w sprawie przeznaczenia zysku” lub nawet wprost „uchwalenia dywidendy”.

Uchwała podjęta na walnym powinna wskazywać:
– wysokość dywidendy,
dzień dywidendy, czyli moment ustalenia prawa do dywidendy,
dzień wypłaty dywidendy.

Warto również wyróżnić tzw. dzień odcięcia prawa do dywidendy, czyli moment korekty kursu o wartość dywidendy. W Polsce, zgodnie z zasadą T+2, następuje on dwie sesje przed dniem dywidendy. Kurs otwarcia po odcięciu ustalany jest na podstawie zamknięcia z dnia poprzedniego pomniejszonego o stawkę dywidendy.

Przykład: Spółka X wyznaczyła na 10 sierpnia dzień ustalenia prawa do dywidendy w wysokości 1 zł na walor (brutto) i dzień wypłaty na 20 sierpnia. Kurs akcji na koniec sesji 8 sierpnia wyniósł równo 100 zł. Tego dnia następuje odcięcie. 9 sierpnia teoretycznym kursem otwarcia będzie 99 zł za akcję. Stawka 0,81 zł, czyli kwota pomniejszona o 19-proc. podatek „Belki”, powinna pojawić się na rachunkach maklerskich akcjonariuszy 20 sierpnia.

Warto doprecyzować, że akcje możemy sprzedać już następnego dnia po odcięciu dywidendy. Środki pojawią się na rachunku nawet, jeżeli nie będziemy posiadać akcji w dniu wypłaty.

Źródło: Opracowanie własne.

Część spółek decyduje się na wypłatę dywidendy w ratach, co zmniejsza chwilowe obciążenie finansowe. W większości wypadków polskie spółki wypłacają dywidendę raz w roku. Na Zachodzie popularną praktyką jest wypłata dywidendy kwartalnej. Mimo licznych korzyści z tego płynących, w Polsce to wciąż rzadkość (taką praktykę zadeklarowały m.in. iFirma czy LiveChat Software). Częściej spotyka się za to dywidendę zaliczkową, czyli na poczet przewidywanej dywidendy za dany rok obrotowy (praktykowane m.in. przez Kęty, PGS Software czy Żywiec).

Nie ma dywidendy pewnej jak w banku

Prawdziwy łowca dywidend wie, że na rynku nie ma spółek z gwarancją regularnej dywidendy przez lata. To, że spółka przez 5, 10 czy nawet 15 lat rok w rok dzieliła się zyskiem, wcale nie oznacza, że w kolejnym roku zrobi to ponownie. Najlepszym przykładem w tym miejscu jest Orange Polska. O telekomie jeszcze kilka lat temu mówiono „dywidendowy pewniak”. Spółka regularnie przez kilkanaście lat dzieliła się zyskiem z akcjonariuszami, a w złotym okresie (2007-2012), jeszcze jako Telekomunikacja Polska, płaciła 1-1,50 zł dywidendy na akcję, co każdorazowo dawało ponad 5-proc. stopę. Najwyższe stopy – 8,5 proc. i 9,6 proc. – przypadły na lata 2009-2010. Sytuacja zmieniła się pod koniec 2012 roku. Zaostrzenie konkurencji w branży zmusiło telekom do rewizji założeń finansowych i redukcji stawki dywidendy z 1,50 zł na 1 zł na akcję. W kolejnym roku zarząd ściął stawkę z 1 zł do 0,50 zł na akcję, a w 2017 r. całkowicie zrezygnował z polityki dywidendy.

Podsumowując, w długim terminie nie ma czegoś takiego jak „dywidenda pewna jak w banku”. Ani zapewnienia prezesa, ani uchwalona polityka dywidendowa nie gwarantują wypłat w długim terminie. Zarząd w każdej chwili może zmienić zdanie, a politykę zawiesić albo odwołać. Doskonałym tego przykładem są spółki energetyczne (PGE, Energa, Tauron). W tym roku największym rozczarowaniem okazał się PGNiG, który mimo zasady wypłaty do 50 proc. zysku w formie dywidendy i majowej deklaracji prezesa o planach wypłaty, ostatecznie zatrzymał cały zysk dla siebie.

Tauron w IPO sprzedawał akcje po 5,13 zł. Mimo wypłaty łącznie 1 zł dywidend (brutto) obecni od debiutu z 2010 r. akcjonariusze są obecnie na blisko 40-proc. minusie.

Orange Polska (d. Telekomunikacja Polska) przez wiele lat uchodziło za „dojną krowę”. Gdy w 2012 r. dywidenda została znacząco zmniejszona, kurs runął.

Uważaj na dywidendowe okazje

Zanim kupimy akcje zachęceni wyjątkowo wysoką dywidendą musimy odpowiedzieć na dwa kluczowe pytania. Po pierwsze, czy hojna dywidenda ma realną szansę być powtarzalna? Jeśli tak, to znaczy, że spółka prowadzi zdrowy, wysoko rentowny biznes, generuje sporo gotówki i deklaruje chęć corocznych wypłat. Taką okazją warto się zainteresować, ponieważ istnieje spore prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku stawka dywidendy będzie podobna lub nawet wyższa. Drugie pytanie, na które trzeba znaleźć odpowiedź, brzmi: skąd pochodzą środki na dywidendę? Jeśli są one efektem regularnie prowadzonego biznesu, świetnie. Gorzej, jeśli wysoka dywidenda to zasługa zdarzenia jednorazowego, np. sprzedaży ważnej części biznesu (np. dawne P.R.E.S.C.O.). Do takich okazji należy podejść z dystansem, ponieważ szansa na powtórkę w kolejnych latach jest znikoma. W skrajnych wypadkach takie „dywidendowe okazje” mogą okazać się pułapką, szczególnie gdy sprzedaż części biznesu w znaczący sposób odbija się na potencjale do generowania gotówki w przyszłości. Co gorsza, jednorazowa hojna dywidenda może nie zrekompensować strat, jeśli kurs akcji zacznie gwałtownie spadać.

Naszą czujność powinien wyostrzyć także fakt, że spółki mogą wypłacić dywidendę, nawet jeśli w danym roku obrotowym zanotowały stratę. Wszystko dzięki zyskom odłożonym w latach poprzednich. Możliwa jest zarówno wypłata dywidendy z niepodzielonych zysków z lat ubiegłych, jak i z kapitału zapasowego czy kapitałów rezerwowych. W tym miejscu warto przytoczyć historię dywidendy sprzed dwóch lat: Drop wypłaci dywidendę dwukrotnie większą niż kapitalizacja spółki

Nie daj się złapać na wielką stopę

W mediach branżowych często możemy przeczytać, że ta czy inna spółka płaci wysoką albo ponadprzeciętną dywidendę. Jako parametr wskazuje się wówczas stopę dywidendy, np. 10 czy nawet 15 proc.

Stopa dywidendy (ang. dividend yield, w publikacjach branżowych często znajdziemy też skrót DY) – iloraz dywidendy przypadającej na jedną akcję i ceny rynkowej akcji. Im wyższa wartość tego wskaźnika, tym większy dochód z zainwestowanego kapitału uzyskuje akcjonariusz. Satysfakcjonującą stopą dywidendy powinien być poziom przekraczający 4-5 proc., czyli powyżej rentowności lokat.

Problem ze stopą dywidendy jest taki, że patrząc tylko na nią możemy wyciągnąć błędne wnioski. Żeby zrozumieć, na czym polega problem, posłużymy się przykładami.

Przykład 1

W 2015 r. Private Equity Managers wypłacił 12,04 zł dywidendy na akcję, co dało stopę 8,25 proc. W tym roku spółka również dzieli się dywidendą o ponad 8-proc. stopie, ale stawka na jedną akcję wynosi już tylko 2,93 zł, czyli kwota jaką otrzyma akcjonariusz na konto jest aż 4 razy niższa!

Kalendarium dywidend Private Equity Managers.

Przykład 2

W 2016 r. notowany na NewConnect KBJ wypłacił 0,14 zł dywidendy na akcję, co dało stopę 2,23 proc. Rok później spółka wypłaciła ponad 3 razy więcej (0,45 zł na akcję), a mimo to stopa urosła tylko o 50 proc. i wyniosła 3,33 proc.

Kalendarium dywidend KBJ

Wniosek: stopa dywidendy nie jest najważniejsza. Tak naprawdę liczy się jej wartość nominalna, czyli stawka jaką dostajemy na akcję. Najkorzystniej, jeśli spółka nie tylko regularnie dzieli się zyskiem, ale też z roku na rok podnosi stawkę. Jako przykład można wskazać takie spółki jak Ambra, PGS Software, Neuca, Unimot czy Ropczyce.

Cierpliwość przede wszystkim

Inwestowanie oparte na dywidendach zdecydowanie musi być nastawione na długi termin. W wypadku dużych amerykańskich przedsiębiorstw dopiero po przeszło dekadzie można liczyć na zwrot całości zainwestowanych środków z samych dywidend. Kupno akcji spółki tuż przed dniem dywidendy i sprzedaż zaraz po, nie ma większego sensu.

Strategia sama w sobie jest prosta. Kupujemy akcje spółki na lata i czekamy na całkowity zwrot inwestycji z samych dywidend, a później na kolejne profity. Taki cel przyświeca inwestycjom Warrena Buffetta. Według jednego z najsławniejszych inwestorów giełdowych na świecie, spółka powinna być twierdzą z odpowiednio szeroką fosą (stabilny biznes) i z broniącym jej rycerzem (kompetentny prezes/zarząd/właściciel). Przykładem takiej inwestycji amerykańskiego inwestora jest Coca-Cola, która płaci dywidendę nieprzerwanie od 1893 roku. Rekordzistą jest jednak amerykański Stanley Black & Decker, który dzieli się zyskiem nieprzerwanie od 1877 roku! W długim terminie strategie dywidendowe bazujące na analizie finansowej i ostrej selekcji potrafią przynieść znakomite wyniki. Wiele jednak zależy od momentu i ceny zakupu akcji. Wtedy, gdy wyceny są bardzo wysokie, inwestowanie dywidendowe nie jest najlepszą strategią, ponieważ długoterminowe stopy zwrotu są z reguły znacznie niższe od kupna akcji w czasie bessy czy też strategii regularnych zakupów walorów w długim terminie.

>> Ponad 60 proc. zysku od początku 2017 r. – sprawdź ofertę portfela wzorcowego CFR w StockWatch.pl

Zachowaj zimną krew w czasie bessy

W każdej inwestycji kluczowy dla stopy zwrotu jest moment zakupu. Dlatego prawdziwi łowcy dywidend na zakupy ruszają wtedy, gdy inni uciekają. Z punktu widzenia inwestora długoterminowego najlepszym okresem na zakupy jest silna bessa. Akcje zdrowych fundamentalnie spółek kupione w okresie kryzysu finansowego mają dużo większą szansę zwrócić się znacznie szybciej, niż inwestycja w czasie rozbuchanej koniunktury. Diametralne różnice w stopach zwrotu z tej strategii obrazuje poniższa tabela.

Źródło: Opracowanie własne

Timing zakupów spółek dywidendowych nawet w blisko 10-letnim horyzoncie inwestycyjnym ma kluczowe znaczenie. Szczególnie widoczne jest to dla polskich spółek, gdzie zakupy w czasie dna kryzysu sub-prime w 2009 roku dają nawet 32-krotnie lepszą stopę zwrotu (Ambra) od tych w czasie szczytu hossy. Różnice na rynku amerykańskim są znacznie mniej spektakularne, ale nadal widoczne gołym okiem. Interesującym faktem jest to, że nawet inwestycje w szczycie hossy w ciągu ponad 10 lat (oprócz Ambry) dały podwojenie kapitału. Sposobem na zmniejszenie wpływu timingu może być ratalne kupowanie akcji rozłożone w dłuższym okresie czasu (co zmniejsza ryzyko kupna na szczycie) jak i wydłużanie horyzontu inwestycyjnego (większy wpływ dywidend niż kursu na stopę zwrotu). Warto też zauważyć, że w ciągu prawie 10 lat nieopodatkowane dywidendy nie zwróciły kosztu zakupu akcji amerykańskich firm nawet w wypadku kupna w dołku kryzysu.

Omijaj podatkowe sidła

Przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu jest kwestia podatku. Dla samej firmy, która wypłaca dywidendę, główną wadą jest fakt podwójnego opodatkowania tych pieniędzy. Wypłacana dywidenda jest przecież z wcześniej opodatkowanego zysku i ponownie zostaje opodatkowana zanim trafi do właścicieli. W Polsce obowiązuje 19-proc. podatek od zysków kapitałowych (tzw. podatek Belki). Osoba fizyczna, która otrzymała dywidendę nie musi z tego powodu składać w urzędzie skarbowym specjalnych deklaracji. Robi to za nas biuro maklerskie, które również ma obowiązek odprowadzić od wypłacanej dywidendy należny podatek. To oznacza, że na rachunki maklerskie trafia już dywidenda netto. Przykład: Spółka płaci 1 zł dywidendy brutto, inwestor otrzymuje na każdą akcję 0,81 zł netto.

Sposobem na ominięcie podatku jest kupno akcji w ramach Indywidualnego Konta Emerytalnego (IKE) lub Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Dywidenda na nie wypłacana jest w całości. Ustawodawca przewidział, że środki odkładane na IKE i IKZE nie są obciążone 19-proc. podatkiem od zysków kapitałowych. Jednak w tym celu muszą pozostawać na koncie właściciela do osiągnięcia przez niego 65 roku życia. Pieniądze można wypłacić wcześniej (w tym celu trzeba złożyć odpowiedni wniosek), uiszczając 10-proc., zryczałtowany podatek od wypłaconej kwoty. Po ukończeniu 65 roku życia pieniądze zgromadzone na koncie można wypłacić jednorazowo bądź w ratach, a wypłata środków oznacza automatyczną likwidację konta.

Dywidenda nie zawsze powstrzymuje spadki

Pogorszenie wyników finansowych firmy z reguły powoduje długoterminowe spadki kursu, pomimo wypłacania dywidend. Jeśli inwestor nie kupił akcji wyjątkowo okazyjnie, spadki pomimo otrzymywania dywidend mogą okazać się trudne do odrobienia. Co gorsza, istnieje spore ryzyko, że spadki kursu przyspieszą, gdy firma przestanie wypłacać dywidendę. Dlatego strategie dywidendowe mogą być szczególnie ryzykowne w okresach boomu gospodarczego, kiedy to wyceny na rynku są wysokie, a spółki nie mają większych problemów z generowaniem gotówki. Co więcej, spadający kurs waloru powiększa relatywną stopę dywidendy. Cóż z tego, jeśli po odcięciu dywidendy kurs nigdy nie wraca do poziomu sprzed operacji, a inwestor ponosi stratę na kursie rynkowym.

Inwestorzy, którzy kupowali akcje Unimotu pod dywidendy są obecnie sporym minusie. Nawet tegoroczna blisko 11-proc. dywidenda nie zatrzymała spadków na kursie akcji

Korzystaj z odpowiedniego wykresu

Jeśli spółka często wypłaca dywidendy bądź też są one spore (powyżej kilku procent) bardzo istotnym jest korzystanie z wykresu, który odcina takie operacje jak właśnie dywidendy, prawa poboru, splity i resplity. Korzystanie z wykresu, który nie uwzględnia takich operacji może całkowicie zamazać prawdziwą sytuację techniczną na walorze.

Kurs akcji Banku Pekao bez odcinania dywidend

Kurs akcji Banku Pekao z odciętymi dywidendami

Jak widać na przykładzie Banku Pekao, który spółką dywidendową jest od lat, odcinane sukcesywnie dywidendy na wykresie niekorygowanym kompletnie zniekształciły obraz ruchu cenowego. W rzeczywistości zamiast wyłamania na nowe minima, kurs pozostaje w konsolidacji.

Wojciech Kręcki, prowadzący Portfel Cztery Fazy Rynku

Daniel Paćkowski